We Francji “wygrał socjalista”, a jednocześnie Sarkozy przegrał. Kto w takim razie wygrał? Marks? Engels? Przed wyborami jedna z demonstrujących swoje poparcie dla Hallende’a osób w komentarzu dla Radiowej Trójki powiedziała, że wreszcie jest ktoś kto nie będzie się zajmować gospodarką, a zacznie socjalem. Ciekawe skąd będą pieniądze na ten socjal jak gospodarka rozpadnie się do końca.
W Grecji nie wiadomo kto wygrał – w zasadzie nikt nie ma więszkości. Jedno jest pewne – przegrały oszczędności. Rozumiem ludzi, którzy nie chcą obniżać swojego poziomu życia, ale w sytuacji Grecji będzie to nieuniknione – ciągłe życie na kredyt przynosi takie konsekwencje, że kiedyś dług trzeba będzie spłacić.
Wyjścia z tej sytuacji dla Grecji są dwa – albo zrobi to rząd w sposób kontrolowany, albo zrobi to wolny rynek w stylu “wolnej amerykanki”. I nawet jak w całej UE zapanuje neokomunizm to sytuacja i tak się pogorszy bo podstawowe prawa rządzące rynkiem nie zwracają uwagi na panujący ustrój. Grecy wybrali wolną amerykankę.
To, że większość osób nie ma bladego pojęcia o gospodarce i jej krwiobiegu w postaci pieniędzy nie jest chyba tajemnicą dla nikogo, kto ma z finansami do czynienia na co dzień. Większość osób na etacie nawet nie wie ile ich praca kosztuje pracodawcę, ale kogo to obchodzi. Wiadomo, że Państwo robi co może, a gospodarkę niszczy złowrogi kapitalizm (którego w czystej formie nikt nigdzie nie widział).
Taką filozofię widać wśród młodych oburzonych – tych samych, którzy protestując np w Hiszpanii żądali od rządu miejsc pracy (!?) zapominając, że rząd poza stanowiskami urzędniczymi nie tworzy miejsc pracy.
Ale nie wiedzą tego nie tylko w Hiszpanii. Podobną filozofię wyznają nasi politycy, którzy ciągnąc coraz bardziej w lewą stronę starają się przekonać wyborców, że są wstanie zlikwidować bezrobocie (zapominając, że w zdrowej gospodarce bezrobocie wynosi od 2-3% ze względu na rotację pracowników, ale sytuacja ta nie ma wpływu na poziom życiowy ludzi – czyli “zero bezrobocia” tzn, że coś jest nie tak – albo z gospodarką, albo ze statystykami).! Przy okazji obniżą podatki, zlikwidują umowy śmieciowe (które są formą obniżania składek ZUS i są często jedyną opłacalną formą zatrudniania przez MŚP) ale i znajdą pieniądze na inwestycje!
Skąd wezmą pieniądze? Pewnie zadłuża nas jeszcze bardziej. Już teraz koszt obsługi naszego zadłużenia przewyższa przychody państwa z PIT’ów od obywateli. Na szczęście nie jesteśmy sami z genialnymi pomysłami w europie.
Niemcy na przykład zwiększą kontrolę nad rynkiem paliw – a dokładnie nad ich ceną na stacjach benzynowych. Właściciele stacji benzynowych będą musieli nie tylko informować urzędników u kogo i po ile kupili paliwo, ale również po ile je sprzedają – informując o każdej zmianie ceny. Co rząd Angeli Merkel chce przez to osiągnąć? Wyjaśnił to Philipp Roesler – minister gospodarki - ”Chcemy zwiększyć jawność i konkurencję” (Za: Puls Biznesu). Ręce opadają.
Do takich absurdów dochodzi w kraju, którego wschodnia część do dziś nie może podnieść się po kilkudziesięciu latach gospodarki centralnie planowanej. Mało kto pamięta, że pomysły regulacji (fakt, że tu na razie o kontrolę chodzi, a nie regulację ale i tak kierunek jest fatalny) cen pojawił się również w USA w latach 70tych kiedy pojawiły się problemy w przemyśle włókienniczym. Ustalono wówczas górną cenę wyrobów z greży i prawie unicestwiono tym rynek tej tkaniny. Richard Nixon miał wiele lat po tym stwierdzić, że “kontrole płac i cen były najgorszym z wprowadzonych przezeń rozwiązań” (Allan Greenspan, Era Zawirowań).
Zresztą genialnym przykładem jest tu perfekcyjna polityka bezpieczeństwa energetycznego w naszym kraju, dzięki której kolejny rok z rzędu mamy podwyżki cen gazu – niezależnie od realnej ceny tego surowca na rynku.
Mało? To poczekajmy na finalizację kolejnych rozmów o systemie bankowości w Europie (kolejne Bazylee) i o źródle finansowania państw, które popadną w tarapaty finansowe (mamy mieć na to sporo pieniędzy – 200mln euro… lewarowane na poziomie 10-13x…).
Kiedy blogerzy ekonomiczni pisali 5 lat temu, że czeka nas poważny kryzys finansowy nikt nie wierzył. Kiedy w zeszłym roku pisaliśmy, że kryzys się nie skończył i będzie jeszcze trwać (kiedy wszystkie pozostałe media pisały już o świecie “pokryzysowym”) też nikt nie wierzył. Teraz piszemy o tym, że Unia Europejska zaczyna upadać… ale przecież w “Blogersach” Żakowski krytykował nas za “nieweryfikowalną” wiedzę i chaos.
Chyba wolę chaos i “niezweryfikowaną” przez ekonomistów (za to zweryfikowaną przez 5 lat historii ekonomicznej europy) wiedzę blogerów, niż zdania i opinie wariatów po prestiżowych uczelniach.

Podstawy Inwestowania